Harm Beijer postanowił odnaleźć wszystkie miejsca o których opowiadał mu ojciec w ostatnim roku przed śmiercią. Była to bolesna ale również ciekawa historia człowieka, który w Holandii trafił do niewoli wraz z wieloma tysiącami mężczyzn. Naziści podzielili ich na grupy i rozesłali po całej Europie do ciężkiej pracy. Wiadomo, że najpierw przyjechał pociągiem w wagonie bydlęcym do Wrocławia. Stamtąd część więźniów trafiła do Łomnicy ale odnalezienie tej właściwej Łomnicy nie było łatwe ponieważ takich miejscowości jest na Dolnym Śląsku kilka. Jeden z kolegów ojca Harma Beijera przez cały czas prowadził dziennik i zapisywał daty i miejsca, w których przebywał. Te notatki są teraz swoistą mapą dla jego syna, choć odnalezienie wielu miejscowości w Polsce jest trudne ze względu na zmianę ich nazw po wojnie.
– Bardzo długo szukałem Łomnicy, najpierw w Internecie ale okazało się że takich wiosek jest w tym regionie sześć. Moja żona zwróciła uwagę, że tylko jedna z nich znajduje się przy torach kolejowych więc to na pewno ta. Zacząłem zbierać bardziej szczegółowe informacje, dowiedziałem się o projekcie Riese ale nigdzie nie mogłem znaleźć nic o obozie w Łomnicy. Przyjechałem tu wiedząc gdzie jest wioska ale nie obóz. W bibliotece w Głuszycy pokazano mi starą mapę z której wynika, że te zabudowania to dawne baraki obozu – mówi Harm Beijer.
Ojciec Harma opowiadał, że jako więzień pracował głównie przy torach kolejowych. Gdy niemcy dowiedzieli się, że z zawodu był piekarzem pozwalano mu opuszczać obóz i pracować w pobliskiej piekarni, ponieważ brakowało tam rąk do pracy.
– Mówił, że w wiosce nie było już żadnych dorosłych mężczyzn. Wysyłano go więc do wioski by piekł chleb między innymi na potrzeby obozu. Natomiast praca przy torach kolejowych była bardzo ciężka. Było wtedy bardzo zimno. Rano dostawali bohenek chleba a po południu zupę na rozgrzanie. Ogólnie jednak chodzili głodni. Opowiadał, że w obozie byli ludzie różnej narodowości – Francuzi, Belgowie, Holendrzy czy Brytyjczycy ale co ciekawe raczej unikał kontaktu z Holendrami ponieważ wszyscy podczas posiłków potrafili się ustawić w kolejce ale nie Holendrzy. Oni się przepychali i walczyli o jedzenie.
Niezwykłą częścią tej opowieści jest historia powrotu do domu. Po oswobodzeniu obozu więźniowie zostali wypuszczeni i byli zdani sami na siebie. Ojciec Harma wraz z grupą współwięźniów najpierw udali się w stronę Czech ponieważ byli zdezorientowani i nie wiedzieli dokładnie gdzie się znajdują.
– Najpierw za żołnierzami rosyjskimi poszli do Czech. Doszli do Broumova a potem Trutnova. Tam musieli zostać wstrzymani i zawróceni bo wrócili tą samą drogą w ten region. Stąd maszerowali wzdłuż torów kolejowych od stacji do stacji. Prawdopodobnie w ogóle nie wiedzieli gdzie są. Przetransportowano tu z Holandii ich zamkniętym pociągiem w ciągu dwóch dni. Stwierdzili, że idąc wzdłuż torów będą w stanie wrócić do domu – relacjonuje Beijer.
W drodze powrotnej pokonywali dziennie około 15 kilometrów. Na granicy polsko-niemieckiej zdobyli specjalne przepustki i dostali się na teren niemiec. Tam w okolicy miasta Chemnitz natrafili na punkt kontrolny z jednej strony pilnowany przez Amerykanów, z drugiej przez Rosjan i przez pewien czas nie można było tamtędy przejść .Schronili się więc u pewnej rodziny.
– Przyszli tam wieczorem i chcieli schować się w piwnicy ale była zamknięta. Poszli więc na górę i poprosili o klucz ale powiedziano im, że nie będą spać w piwnicy tylko w domu razem z tą rodziną. Ojciec mógł w końcu wyspać się na sofie, wyprać ubrania, wykąpać się i normalnie zjeść. Został tam przez trzy dni. Bardzo dobrze się nim zajęli. Mieli małą córkę, 6-cio letnią Urszulę i ona nadal żyje. Moi rodzice długo pozostawali z tymi ludźmi w kontakcie a nawet wysyłali im paczki w ramch wdzięczności. Urszula mieszka obecnie w Austrii i pozostajemy w kontakcie przez e-mail. Opowada mi o wizycie mojego ojca a ja podążam jego ścieżkami. W przyszłym tygodniu jadę do Chemnitz i zobaczę ten dom bo nadal tam stoi – zapowiada Harm Beijer.
Przewodnikiem Harma po Łomnicy był Marcin Kozłowski, który stara się odkryć tajemnice II wojny światowej tego regionu. W zamian za pomoc liczy na kontakt z ludźmi, którzy przeżyli kilka miesięcy prac w obozie w Łomnicy i mogą przekazać wiele interesujących relacji. Przypominamy, że Marcin Kozłowski zgłosił niedawno chęć odkopania starej armaty z czasów II wojny światowej, prawdopodobnie zakopanej na terenie boiska sportowego w Głuszycy.