Wszystko zaczęło się od wydarzenia na facebooku, którego twórcy – Rafał Okupniarek i Piotr Szymański, chcieli zachęcić wałbrzyszan do wspierania akcji odkopania „złotego pociągu”. To symboliczny gest, który miał pokazać że mieszkańcy chcą wreszcie dowiedzieć się czy na 65 kilometrze trasy kolejowej Wrocław–Wałbrzych rzeczywiście ukryty jest złoty pociąg.
– Nasza dzisiejsza akcja miała pokazać, że Wałbrzych cały czas tym tematem żyje. Pod artykułami dotyczącymi „złotego pociągu” cały czas pojawiały się informacje, że dobrze by było gdyby zebrała się grupa ludzi, żeby pokazać że się tym interesujemy i pokazać naszą postawę wszystkim, którzy decydują o tym, czy prace się rozpoczną – mówi organizator akcji, Rafał Okupniarek – Nie ma znaczenia co tam jest, ważne żeby w końcu to odkopać. Po upływie 70 lat od wojny nie możemy się ciągle zastanawiać co jest 8 metrów pod ziemią.
Organizatorzy wskazują także na aspekt promocyjny. „Złoty pociąg” zmienił wizerunek Wałbrzycha i rozsławił miasto nie tylko w Polsce, ale i na świecie.

– To czego Wałbrzych doświadczył przez te ostatnie miesiące to była też fajna forma promocji miasta. Wałbrzych nie jest miastem gdzie nie ma perspektyw, kojarzonym z doliną biedy czy biedaszybami, ale jest miejscem, które ma do zaoferowania turystom wiele ciekawych atrakcji – mówi organizator akcji, Rafał Okupniarek.
Organizatorzy akcji przyznają, że spodziewali się większej liczby osób.
– Na facebooku chęć dołączenia do dzisiejszego wydarzenia wyraziło trochę więcej osób, nie wiemy czy plany pokrzyżowała pogoda, czy inne czynniki, liczymy jednak, że za tydzień będzie nas jeszcze więcej. Mamy pomysły na kolejne akcje, w które chcemy zaangażować jeszcze więcej osób – mówi jeden z organizatorów akcji, Rafał Okupniarek.

Piotr Koper i Andreas Richter kilka miesięcy temu zgłosili chęć wykonania prac odkrywkowych za własne środki, jednak ciągle próbują przebić urzędniczy beton i uzyskać niezbędne zgody.
– Odkrywcy grzęzną w formalnościach. Na dzień dzisiejszy wystąpili o zgodę do właściciela gruntu, czyli PKP o możliwość przeprowadzenia wykopów i kiedy uzyskają tę zgodę wystąpią do konserwatora zabytków o możliwość przeprowadzenia badań inwazyjnych. Wszystko jest, miejmy nadzieję, na dobrej drodze. Jeśli oni potwierdzą, że znalezisko jest, to wtedy chyba rząd polski nie będzie miał wątpliwości, żeby wejść na ten teren i przeprowadzić akcję wydobycia. Odkrywcy sami tego nie zrobią, bo to jest zbyt duże przedsięwzięcie – mówi mecenas reprezentujący znalazców, Jarosław Chmielewski – Myślę, że to wszystko powinno się zakończyć do kwietnia, jeśli to się będzie dłużej odwlekać, to znaczy że władza czegoś się boi, ma wątpliwości lub obawia się skali odkrycia.
Na listach poparcia dla prac wydobywczych podpisało się ponad 100 osób.
– Chciałbym w końcu poznać prawdę. Czekamy i czekamy, nie interesuje mnie opinia AGH. Że jest tam tunel to wiemy, chciałbym zobaczyć co w tym tunelu jest, wiem że żyjemy na terenie, gdzie jest dużo tajemnic do odkrycia. Każdy z nas chciałby pomóc, jak trzeba będzie pomóc kopać to też przyjdziemy – mówi jeden z uczestników happeningu, Paweł.
– To gest poparcia, ale też jesteśmy przygotowani, wzięliśmy szpadle i łopaty, chcemy poznać prawdę na temat tego co jest się pod ziemią – mówi jeden z uczestników happeningu, Maciek.
– Ja chciałby pomóc, na tyle na ile będę mógł, mieszkam blisko. Bardzo interesuje mnie co się tutaj znajduje – mówi jeden z uczestników happeningu, Dominik.
Organizatorzy happeningu na 65 kilometrze zapowiadają, że to nie ostatnia tego typu akcja i będą wspierać odkrywców aż do momentu uzyskania przez nich wszystkich niezbędnych zgód. Kolejne spotkanie ma odbyć się już za tydzień.